Na podwórze mokotowskiego Technikum nr 8 im. 2 Armii Wojska Polskiego tym razem nie udało się wejść przez bramę. Całe jej światło zasłaniała kabina ogromnej ciężarówki. Można by pomyśleć, że odbywa się tu remont, którego nie ukończono w czasie wakacji. Ale z bliska widać było schodki prowadzące do wnętrza wozu. Z tych schodków uśmiechając się schodzili nasi koledzy i koleżanki z Biblioteki Publicznej na warszawskim Mokotowie – wyraźnie mocno rozbawieni. Co się tam w środku dzieje? Było to tym ciekawsze, że w mailu informującym o szkoleniu czytaliśmy: ”Tematyka zajęć: Nowe technologie w szkole i bibliotece - <Bliskie spotkania 3 stopnia>”. <Bliskie spotkania>? <Trzeciego stopnia>? Dziś?
Zanim się weszło do tajemniczego wozu, należało wdziać maseczkę i włożyć rękawiczki, jak to teraz bywa. I oto wszystko się wyjaśnia, bo widać też napis na niebieskiej burcie ciężarówki: „Mobilne Centrum Edukacyjne”. Czekają nas tutaj warsztaty zorganizowane przez naszą Bibliotekę oraz Technikum – gospodarza. Zajęcia są prowadzone dzięki Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Wszystkim nam tutaj zależy na poszerzaniu możliwości i młodych, i tych najstarszych pokoleń – dlatego też mamy właśnie okazję uczyć się nowych metod i narzędzi pracy z uczniami oraz użytkownikami bibliotek.
A zatem, w środku wozu: małe stoliczki w nieco niebieskawym półmroku. Usiedliśmy i po krótkim wstępie pani prowadząca zajęcia zachęca do – nie inaczej – zabawy. A na każdym ze stoliczków są innego typu urządzenia. Na pierwszym – robociki wielkości nakrętki od butelki. Wędrują one po kartce papieru. Na ich trasie trzeba flamastrem kodującym namalować naprzemiennie uszeregowane okienka. I te maleństwa z migającym światełkiem na grzbiecie odczytują kody-kolory i idą tam, gdzie się im nakazuje.
- Słucha mnie, słucha! - dało się słyszeć radosny okrzyk, któremu towarzyszyło klaskanie w dłonie. Na blacie drugiego stoliczka czekały dwa nieco większe robociki, zaopatrzone w koła. Spacerowały one po czymś w rodzaju puzzli. Każdy z tych puzzli oznaczono symbolem naszego rozkazu (w prawo, w lewo, prosto), a spacer służył robotowi wyłącznie „nauce” naszych poleceń. Zabieraliśmy puzzle i już robot na pustym blacie wykonuje trasę, którą „zapamiętał”. Nie udało się nam urządzeń zmusić do pląsów, ale – kto wie – gdyby więcej ćwiczeń… Kolejne roboty czekały na podłodze. Przypominały małe koziołki ze świecącymi różkami. Żeby posłusznie biegały po podłodze – sterowało się każdym z nich przy pomocy tabletu.
Ostatnia prezentacja odsłoniła ekran. Prowadząca zajęcia Pani pokazała, jak za „plecami” ekranu manipulować szarą kostką. Ekran nagle wyświetlił ten sześcian, ale już wcale nie szary – bo migał on mnóstwem kolorów i kształtów. Poruszanie kostką sprawiło, że na ekranie widzieliśmy np. piranię, która strasznie klapała zębami i pożerała sushi. Zabawy było co niemiara…
Aha, to stąd brały się uśmiechy osób opuszczających bus MCE! Po co jednak bibliotekarzom i nauczycielom wiedza o istnieniu i działaniu podobnych „zabawek”? Otóż, przy ich pomocy można wyrabiać spostrzegawczość i manualną sprawność uczniów, a także i starszych osób. Tych ostatnich zwłaszcza – oswajać ze światem robotów. Bibliotekom bardzo by się one przydały, mimo że kart katalogowych jeszcze nie wypiszą. Chociaż, kto wie?


Andrzej Massé
Dział Strategii Rozwoju i Promocji