Przyznaję, że byłem sceptyczny, gdy otrzymałem tę książkę jako prezent z okazji imienin. „Czy można napisać coś jeszcze o Waterloo?” - to chyba była pierwsza myśl, która przemknęła mi przez głowę. Odłożyłem książkę na półkę i ponownie sięgnąłem po nią dość przypadkowo. Po tej lekturze mogę jedynie stwierdzić, że nie jest ważna ilość tytułów na rynku wydawniczym, opisująca poszczególne wydarzenie lub epizod historii, lecz sposób w jaki zostało to przedstawione czytelnikowi. Nie każdy autor posiada ową „iskrę Bożą”. Z pewnością nie brakuje jej Bernardowi Cornwellowi, autorowi „Waterloo. Historia czterech dni i trzech bitew”. Jest jednym z najbardziej poczytnych i rozpoznawalnych na świecie pisarzy powieści historycznych. Serca i umysły czytelników podbił cyklem o przygodach Richarda Sharpea. Rzecz rozgrywa się w epoce napoleońskiej; później pojawiły się następne serie dotyczące wojen Anglosasów z wikingami we wczesnośredniowiecznej Anglii, czy też trylogia o poszukiwaniach Świętego Graala, osadzona w realiach wojny stuletniej.


„Waterloo” zachwyca wybrednego czytelnika narracją autora połączoną z mistrzowską wiedzą źródeł historycznych. Pisarz ukazuje motywy, plany oraz błędy obu stron konfliktu. Przedstawia sposóby myślenia Napoleona, Wellingtona, marszałków, generałów, oficerów i żołnierzy armii biorących udział w kampanii czerwcowej 1815 roku, zwieńczonej wielką bitwą pod Waterloo. Cornwell przytacza dziesiątki wspomnień i listów uczestników tych krwawych zmagań, poczynając od wodzów naczelnych wrogich armii. Umiejętnie buduje napięcie, skutecznie wciągając w to uczucie czytelnika. W niezwykle barwny sposób opisuje poszczególne fazy i epizody tej krwawej jatki, nikogo nie wybielając i nie ulegając stereotypowym mitom, dotyczącym tej batalii. Suma błędów Wellingtona, jest równa tym popełnionym przez cesarza i Francuzów, a losy tego wielkiego starcia prawie do końca wiszą na włosku. Tej książki po prostu nie można przeoczyć...


Autor: Robert Radzik

Link do recenzji na Facebooku: LINK